Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - mariusz

Strony: 1 ... 27 28 [29] 30 31
421
Akcesoria / Odp: Czajniczki i dzbanki do herbaty
« dnia: 21 Wrzesień, 2009, 20:25:52 pm »
No no, pojechałeś teraz nieźle  :o

A czajniczki które ostatnio przyszły są ciekawsze, choć bez takich postalinowskich hołdów.

422
Tematy luźne / Kofeina, teina, mateina
« dnia: 17 Wrzesień, 2009, 23:54:11 pm »
O Kofeinie z punktu widzenia bardziej naukowego. Autorem artykułu jest Pan Wojciech Andryszek a ukazał się on w "kopalni wiedzy".
 
W większości cywilizowanych krajów mało kto nie słyszał o kofeinie. Nazwa tego związku kojarzy się nierozłącznie z kawą - jednym z najpopularniejszych napojów na świecie. Podobnie jak kawa, kofeina kryje w sobie wiele niespodzianek.

Coffeinum, czyli kofeina jest alkaloidem purynowym, pochodzenia roślinnego. Kofeina (od kawy), w zależności od źródła pochodzenia, zwana jest także teiną (herbata), guaraniną (guarana), mateiną (yerba mate). Oczywiście związek ten otrzymujemy także na drodze syntetycznej.
Po raz pierwszy kofeinę znaleziono w herbacie w 1827 roku i nazwano teiną. Dopiero później, gdy stwierdzono jej obecność w ziarnach kawy, stała się znana pod obecną nazwą.

Poza naturalną zawartością w wymienionych roślinach (i nie tylko), służy jako dodatek do napojów energetyzujących oraz innych, jak popularna Cola. Wiąże się to z pobudzającym działaniem kofeiny. Warto jednak zaznaczyć, że dłuższe jej spożywanie wywołuje zjawisko tachyfilaksji, a więc stopniowego osłabienia biologicznej reakcji (odpowiedzi) organizmu na działanie związku. Oznacza to, że ustrój przyzwyczaja się do danej substancji przez co efekty przez nią wywoływane słabną lub zanikają.

Połowiczny rozpad kofeiny
Pomijając nie do końca jeszcze poznaną specyfikę wielokierunkowego działania kofeiny, warto wspomnieć o ciekawostkach związanych... z czasem "połowicznego rozpadu kofeiny". Termin zapożyczony z fizyki jądrowej wydaje się tu świetnie pasować.

Podczas spożycia produktów zawierających kofeinę, ponad 95% tej substancji zostaje wchłonięte przez jelita. W dalszym obiegu trafia do wątroby, a z niej prosto do układu krwionośnego. Największa ilość kofeiny we krwi pojawia się po 15-45 minutach po spożyciu, np. napoju. Później jej poziom zaczyna się obniżać.

Czas połowicznego rozpadu naszego związku, czyli słynne T1/2, to okres w jakim organizm wchłania połowę tej ilości substancji, która znalazła się w krwiobiegu. Jeżeli zatem przyjęliśmy 60 mg kofeiny, to po określonym czasie, we krwi znajduje się 30 mg. Po upływie kolejnego okresu ilość ta wynosi już 15 mg, a więc 25% początkowej zawartości.

Czas, o którym mowa, nie jest u ludzi jednakowy i zależy od szeregu czynników. W odniesieniu do kofeiny waha się od 3,5 do 100 godzin. Niezwykle istotne jest przy tym, czy jest się kobietą, mężczyzną czy dzieckiem.

U ludzi dorosłych połowa ilości kofeiny zostaje usunięta z organizmu, przeciętnie po 5-6 godzinach. Ważne jest jednak w jakim stanie znajduje się organizm i pod wpływem jakich innych substancji.
Warto wspomnieć, że u kobiet, które przyjmują doustne środki antykoncepcyjne, czas połowicznego rozpadu kofeiny najczęściej wydłuża się dwukrotnie. Zwykle do około 12 godzin.

Kobiety w ciąży, do trzeciego miesiąca, tracą połowę kofeiny we krwi w tym samym czasie. Później jednak, aż do 9 miesiąca jest to już od 10 do 18 godzin. Wynika z tego, że mała ilość kofeiny u kobiet ciężarnych działa o wiele dłużej. Blisko tydzień po porodzie okres zaniku alkaloidu powraca do około 6 godzin.

Kofeina może przenikać przez barierę łożyska, a więc wpływać na płód. Bardzo ważna jest informacja, że kofeina może się przedostać z krwiobiegu matki i poprzez mleko trafić do organizmu niemowlęcia. Gdy to nastąpi, u niemowlaka występuje niepokój i zaburzenia snu. Czas T1/2 kofeiny w organizmie noworodka jest bardzo długi i sięga do 100 godzin! W wieku 8 miesięcy wynosi już 4 godziny.

Godne uwagi jest wspomnienie o palaczach. Mają oni bardzo krótki okres kofeinowego T1/2. Zwykle tłumaczy to dlaczego piją oni więcej kawy niż osoby niepalące tytoniu. Ciekawe jest to, że kiedy palacz rezygnuje z papierosów, w krótkim czasie staje się bardziej wrażliwy na działanie kofeiny. Zdarza się, że musi wówczas zmniejszyć ilość spożywanej kawy.

Śmiertelna dawka
Rzeczą oczywistą jest, że zmniejszenie ilości kofeiny we krwi wymaga czasu. Jak wszystkie substancje w nadmiarze, również kofeina potrafi być zabójcza. Śmiertelna dawka kofeiny wynosi około 200 mg na kilogram masy ciała. Przeciętny mężczyzna, ważący 70 kg musiałby spożyć jednorazowo około 14 g alkaloidu.

W tym miejscu trzeba wyjaśnić pojęcie dawki śmiertelnej. Wyrażana jest ona fachowo oznaczeniem LD-50. Oznacza to, że dla konkretnej substancji, dawka śmiertelna doprowadziłaby do zgonu 50% ludzi, którzy ją spożyli! Nie istnieje możliwość by przez spożycie powszechnie dostępnych produktów spożywczych, doprowadzić do zgonu. Dlaczego? Śmiertelna dawka kofeiny wymagałaby wypicia naraz:
-140 filiżanek kawy,
-200 filiżanek herbaty,
-300 puszek Coli.

Zaczęlibyśmy zwracać przyjmowane płyny lub uszkodzilibyśmy poważnie żołądek (co uniemożliwiłoby dalsze spożycie) niedługo po podjęciu takiego wyzwania. Nie ma zatem możliwości spożycia w ten sposób niebezpiecznej dla życia ilości kofeiny. Ludzka pomysłowość sprawiła jednak, że na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, w USA, niektóre z firm wysyłkowych sprzedawały pigułki i kapsułki z dużą zawartością kofeiny. Najczęściej było to 500 mg (pół grama) w jednej kapsułce. Ludzie zajmujący się nielegalnym handlem narkotykami nabywali je w dużych ilościach, rozprowadzając następnie wśród uczniów i studentów. W przeciągu roku legalne, kofeinowe medykamenty zabiły blisko 20 osób.

Umiarkowane spożycie kawy, zdaniem sporej grupy specjalistów prowadzących nad nią badania, może mieć działanie jak najbardziej pożądane. Rzecz jasna w nadmiarze jest szkodliwa i może wywołać coś na kształt uzależnienia, mimo, że nie w takim jak rozumieniu jak w przypadku nikotyny, narkotyków czy alkoholu.

Szczypta chemii i fizjologii
Kofeina to właściwie 1,3,7-trimetyloksantyna, a dokładniej 3,7-dihydro-1,3,7-trimetylo-1H-puryno-2,6-dion, o ogólnym wzorze sumarycznym: C8H10O2N4H2O. W temperaturze pokojowej przyjmuje postać jedwabistych igiełek lub białego proszku. Łatwo rozpuszcza się w gorącej wodzie. Po ochłodzeniu wytrącają się kryształy. Kofeina jest bezwonna. Ma gorzki smak.
W 1981 roku po raz pierwszy, na poziomie molekularnym, wyjaśniono pobudzające działanie kofeiny. Dokonał tego Zespół Solomona Snydera z John Hopkins School od Medicine.

Bardzo istotnym okazał się tu fakt, że cząsteczka kofeiny przypomina kształtem inną cząsteczkę, zwaną adenozyną. Jest dość prosty związek, zawierający w swojej budowie azot. Odkryto, że w organizmie człowieka obecnych jest kilka typów receptorów adenozyny. Ich proporcje są różne w różnych tkankach. Okazało się, że kofeina potrafi oddziaływać z każdym z typów. Wyjaśniało to dlaczego ma tak duży wpływ na liczne układy organizmu.

Najważniejsze było jednak stwierdzenie, że kofeina blokuje działanie adenozyny. Ta ostatnia jest substancją relaksującą. Osłabia przy tym impulsy w komórkach nerwowych. Wniosek był zatem oczywisty. Zablokowanie relaksującego działania adenozyny prowadzi do stanu pobudzenia.

Adenozyna przyłączając się do przeznaczonych receptorów w komórkach, aktywizuje mechanizm modyfikujący określone procesy. Jeżeli więc kofeina przyłączy się do receptora adenozyny, blokuje możliwość aktywowania tychże procesów. Można więc powiedzieć, że zachowuje się jak niesprawna bądź nieaktywna adenozyna. Innymi słowy, łączy się z receptorem ale nie aktywuje procesów związanych z relaksacją.

Do pewnego stopnia można tym mechanizmem wyjaśnić uzależniające (w pewnym sensie) działanie kofeiny. Jedna z teorii głosi, że wysoki poziom kofeiny we krwi sprzyja specyficznej reakcji organizmu. Polega ona na tym, że wytwarzane są dodatkowe receptory adenozyny w naczyniach krwionośnych, których zadaniem, pośrednim, jest usunięcie kofeiny z krwi, co prowadzi do uwolnienia dotychczas zajętych receptorów adenozyny.

W momencie zmniejszenia dziennej dawki kofeiny, wszystkie dodatkowo utworzone receptory zostają zajęte przez adenozynę. Ma to związek z nagłym rozszerzeniem światła naczyń krwionośnych, między innymi w mózgu, nierzadko prowadzące do bólu głowy. Oczywiście jest to ogromnie skrócona wersja mechanizmu proponowanego przez teorię.

Ciekawostką jest fakt, że ostatnie badania nad wpływem kofeiny na ludzki organizm, wykazały dużo szybsze działanie tego związku niż do tej pory sądzono. O ile po spożyciu potrzeba 30-45 minut by uzyskać najwyższe stężenie kofeiny we krwi, o tyle jej działanie rozpoczyna sie już około 10 minut od spożycia. Wykazano także, że działanie jest większe w przypadku mężczyzn.

Warto pamiętać, że picie kawy i napojów zawierających kofeinę w umiarze, jak sugerują badania, nie wywołuje niekorzystnych skutków ubocznych. Co więcej, zachowanie umiaru oraz jakości spożywanych produktów zawierających kofeinę, może mieć nawet właściwości lecznicze.


423
Akcesoria / Odp: Czajniczki i dzbanki do herbaty
« dnia: 17 Wrzesień, 2009, 21:44:29 pm »
Witaj, fajnie że odkryłeś ten sekret o nie parzeniu wrzątkiem  ;)

Co do materiałów z czego jest czajniczek - w zależności od rodzaju herbaty jaki parzysz, szczególną uwagę warto zwrócić na czajniczki gliniane. W tym przypadku glina najbardziej chłonie aromat herbaty (bardziej jedynie tykwa, której używa się do parzenia yerba mate). Dlatego też czajniczki z glinki używać się powinno do jednego rodzaju herbaty (np. do zielonych klasycznych).

Najbardziej uniwersalna jest jednak porcelana i szkło - są one dosyć neutralne, przez co są najbardziej polecane do parzenia wielu herbat i łatwo jest je utrzymywać w czystości. Zaparzony w nich napar nigdy nie będzie tak doskonały jak w czajniczkach z glinki yixing (w przypadku herbat klasycznych) - jednak jest to rozwiązanie najbardziej odpowiednie pod względem dostępności i elastyczności.

424
Herbaty czarne (czerwone) / Herbata czarna
« dnia: 14 Wrzesień, 2009, 23:46:58 pm »
Ostatnie badanie dowodzą że nie jest z nią tak źle  ;) Napar z czarnej herbaty potrafi mocno pobudzić do działania, a równocześnie zawiera wiele tzw. przeciwutleniaczy, które bardzo pozytywnie wpływają na organizm człowieka.

U nas czarna, w chinach czerwona - od koloru naparu który wydziela..

Najlepsze gatunki herbaty w tej kategorii? Nie da się określić, gdyż herbat tych są tysiące. Zwróćmy uwagę jednak na smak - który potrafi sprawić że herbata ta smakuje zupełnie inaczej od innych - raczej głęboki, o dynamicznej strukturze.

Lubię czasem eksperymentować z czarnymi herbatami, które świetnie się do togo nadają. Ostatnio smacznie wypadła mieszanka Darjellinga FF z Keemunem. Polecam popróbować.

Dla osób które uwielbiają czarne herbaty - a jest ich wiele - ważny jest nie tylko zapach, wygląd czy jej smak. Zapraszam do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami na temat czarnych herbat. Czy za prawdziwe można uznać powiedzenie że czarna herbata to smak tradycji?

Ja osobiście w tych herbatach cenię bardzo to, że są one ponadczasowe - ich smak jest trwały i stały. Teoretycznie niczym nie może Cię zaskoczyć. Myślę sobie jednak, że w obliczu ciągłych poszukiwań nowych smaków i pogoni za nowymi wrażeniami zapachowo-doznaniowymi, taka stałość ma swoją unikalną wartość.
 

425
Herbaty oolong / Odp: herbaty oolong
« dnia: 14 Wrzesień, 2009, 20:00:21 pm »
A to ciekawe, gdy ostatnio szukaliśmy genezy powstania nazwy niebiesko-zielonych herbat, pewien znawca herbaty Zdenek Prachar upierał się że terminologia niebesko-zielonych herbat została wymyślona przez europejczyków, w celach czysto marketingowych, oraz że w Chinach takie określenie nie funkcjonuje... a tu proszę.

426
Herbaty oolong / Odp: Herbata półfermentowana (oolong)
« dnia: 14 Wrzesień, 2009, 18:54:59 pm »
Miło jest zobaczyć takie interesujące posty.. O Rou Gui wiele słyszałem dobrego, jednak tylko słyszałem gdyż nie dane było mi jej dostać. Ti Guan Yin za to ma obecnie tak wiele obliczy, że trudno do niedawna było dociec - które są prawdziwsze.

Prawdziwy Ti Guan Yin jest mocno fermentowany, i bardziej jest właśnie zbliżony do Da Hong Pao, niż do lekko fermentowanych kwiatowych oolongów.
Podobno nie robi się go już tak od lat czterdziestu. Z reguły piszą o Ti Guan Yinie różne rzeczy - zwłaszcza o stopniu fermentacji, choć przeciętnie podaje się 50-60% stopień, zapanowała moda na świecie na lekkie Ti Guan Yin, bardzo kwiatowe i aksamitne w smaku.

Herbata która najbardziej mnie zaskoczyła z oolongów to jednak Bai Ji Guan.


427
Dziękuje za cenne i trafne uwagi. Mamy nad czym popracować, łącznie z tym aby nie było już "zastępstw". Pozdrawiam i żałuję że nie było mnie jak zawitałeś po raz kolejny.


428
Herbaty zielone / Odp: Herbaty zielone
« dnia: 02 Wrzesień, 2009, 22:18:29 pm »
W zakresie pierwszej zlewki, ważne też jest aby to pierwsze zlewkowe parzenie było krótkie - 10-15 sekundowe, a temperatura wody powinna być około 5-10 stopni wyższa od właściwej temperatury parzenia. Czyli najlepiej aby było to około od 85 do 90 stopni.

Taki sposób gwarantuje nam opłukanie tej herbaty, bez utraty intensywności smaku.

Znam jednak osoby, którym żal jest to wylewać..
 

429
Na herbacianym szlaku / Odp: Historia herbaty w Polsce
« dnia: 02 Wrzesień, 2009, 00:24:25 am »
Napój ultratowarzyski

Pojawienie się reklam było objawem zakorzenienia się około połowy wieku nawyku picia herbaty. W tym czasie weszło w zwyczaj podawanie herbaty gościom, przeważnie zaraz po ich przybyciu. Wedle szacunków Tadeusza Sobczaka w okresie 1875-1911 na ziemiach Królestwa Polskiego jej spożycie na 1 mieszkańca wzrosło z 40 do 160 g rocznie, tj. o 300%. W tym samym czasie konsumpcja w Rosji była dwa razy, a w Holandii aż cztery razy większa. Faktu wzrostu spożycia trudno nie skojarzyć z faktem znaczącego potanienia cukru wraz z upowszechnieniem się jego produkcji z buraków cukrowych.

W drugiej połowie XIX w. tanie dotąd "herbatki" wybiły się na samodzielny rodzaj przyjęć. W poradnikach bon-tonu zalecano organizować je w określone dni, o ile możliwe za pisemnymi zaproszeniami. Obowiązywał strój obiadowy lub koncertowy. W Galicji wypadało przyjść między siódmą a ósmą, zaś na ziemiach Kongresówki o pół do dziesiątej. Przyjęcie kończyło się przed północą.

Wydana w 1903 r. w Krakowie książeczka Zwyczaje towarzyskie głosiła: "Herbatę podaje się między dziesiątą i jedenastą na rozmaite sposoby [...]. W ścisłym jednak - zachodnim, czyli francuskim - znaczeniu tego wyrazu, herbatę powinno się podawać w salonie, wtedy bowiem sprawia najmniej utrudnienia i kłopotu, staje się pożywieniem ultratowarzyskim, nie zmusza do poruszania się z miejsca [...]. W Polsce samą herbatę z sucharkami i ciastami podaje się bardzo rzadko, chyba w domach, w których po dziś dzień utrzymuje się zwyczaj podwieczorku [...]. Najczęściej, wraz z chińskim napojem [...] ukazują się na stołach zimne mięsa, wędliny, drób, pasztety, sery itp."

Herbata stała się w tym czasie także napitkiem warstw niższych. Podczas ostrych zim organizacje dobroczynne rozdawały ubogim darmową gorącą herbatę z rumem i kawałkiem chleba. Np. w trudnym wojennym roku 1917 w 21 warszawskich herbaciarniach wydano potrzebującym aż 41 mln porcji słodzonej herbaty, tj. ponad 112 tys. dziennie.

Na początku XX w. na ziemiach polskich herbata zdołała znaczną przewagę nad kawą. Sprzedawana w paczkach lub na wagę nadawała się do natychmiastowego użytku. Tymczasem jej rywalka wymagała szeregu zabiegów, bowiem do początku lat osiemdziesiątych sprzedawano ją u nas w postaci surowej. Trzeba więc było palić ją w domu, co nastręczało kłopotów, lub po prostu iść do kawiarni. Wynika z tego charakterystyczna dla naszego kraju rzadkość występowania herbaciarni w porównaniu z kawiarniami. Herbaty można się było napić częściej w cukierniach czy - w zaborze rosyjskim - traktierniach. Efektem rywalizacji obu używek okazało się także zawłaszczenie przez kawę nazwy przybytku, w którym można się napić herbaty.

Wpływ rosyjskiego rytu "kultury herbacianej" widoczny był też w zmianie sposobu spożycia. Prawdopodobnie dlatego niemal wyłącznie dotąd konsumowana herbata zielona została stopniowo wyparta przez rozmaite odmiany herbaty czarnej (fermentowanej). W Rosji herbatę czarną pito mocno słodzoną, dodając do niej z czasem plasterek cytryny. Świadczy o tym angielska nazwa takiego sposobu jej podawania: russian tea. Moda owa przeniknęła stopniowo na ziemie polskie i ugruntowała się, obejmując w wyniku przesiedleń po II wojnie światowej cały kraj. Praktycznie zanikł natomiast zwyczaj "wzmacniania" herbaty (np. zimową porą) rumem czy, niemal dziś nie spotykanym, arakiem. Stosunkowo rzadko pije się też herbatę z mlekiem, zwaną w XIX w. "angielską", a w bliższych nam czasach "bawarką", serwowaną niegdyś dzieciom w przedszkolach. "Herbacianą ofensywę" ze wschodu przetrwała jednak polska nazwa napitku, utrzymując się też na Litwie (arbata), lecz już nie na Łotwie czy w Estonii. We wszystkich innych językach słowiańskich herbatę określa słowo "czaj". Tymczasem wedle przepisu z lat międzywojennych czaj miał być... lekką herbatą z arakiem z dodatkiem cząstki pomarańczy.

Przejmowanie rosyjskich zwyczajów zaowocowało też zmianą akcesoriów używanych do picia herbaty. Obok filiżanek z porcelany i fajansu napój zaczęto serwować w szklankach, często umieszczanych w specjalnych metalowych (czasem srebrnych) uchwytach, by uniknąć poparzenia palców. Do herbaty zaczęto podawać konfitury, albo - wśród niższych warstw społecznych - pić ją trzymając w ustach kawałek cukru, co Rosjanie zwykli zwać pit' na prikusku. Dlatego też obok naczyń na stole nakrytym do herbaty pojawiły się cukiernice, szczypce do brył cukru oraz łyżeczki.
Osobny rozdział stanowiły samowary. Te "ekspresy" do herbaty opalane węglem drzewnym zagościły na ziemiach polskich pod koniec pierwszej połowy XIX wieku, czyli kilkanaście lat po ich narodzinach. Wykonywano je z miedzi, mosiądzu, srebra i niklu, wymagały więc starannego czyszczenia. Doświadczenie uczyło, kiedy dźwięki wydawane przez samowar ("szumienie", w odróżnieniu od "śpiewu" i "bulgotania") wskazywały, iż woda najlepiej nadaje się do parzenia napoju. Najsłynniejsze wytwórnie samowarów znajdowały się w Tule i w Moskwie. Urządzenia te upowszechniły się na tzw. Ziemiach Zabranych i w Królestwie Polskim. Często spotykano je także w polskich domach, lecz na Pomorzu, w Wielkopolsce czy w Galicji występowały znacznie rzadziej. Pod panowaniem pruskim i austriackim herbatę parzono bowiem przeważnie jak dawniej - w imbrykach. Epokę samowarów, trwającą w naszym kraju jeszcze w latach II Rzeczypospolitej, przerwały zniszczenia II wojny światowej.

Wiek srebrny i peerelowska siermiężność

I wojna światowa, przesunięcia się frontów, niedobory towarów kolonialnych w skutych okowami blokady Niemczech i Austro-Węgrzech, uderzyły w rynek herbaciany. Niewielkie ilości herbaty, jakie pozostały w składach objęła reglamentacja. Towarzyszyła temu wielka zwyżka cen. Handlowcy zawiesili lub zredukowali swoją działalność, przechodząc częściowo na obrót namiastkami, jakimi stały się rozmaite zioła. Istotną rolę w obrocie odgrywały sklepy organizowane przez władze lokalne, czy spółdzielnie pracownicze tworzone w fabrykach.

W II Rzeczypospolitej stawka potentatów zmieniła się. Z rynku wypadły firmy rosyjskie, które od 1915 r. ewakuowały się z ziem polskich, a po przejęciu władzy przez bolszewików zostały w większości zlikwidowane. Te, które ocalały i działały na emigracji, utworzyły przyczółki w Wolnym Mieście Gdańsku lub spolonizowały się.

Zapoczątkowany jesienią 1929 r. wielki kryzys gospodarczy dał o sobie znać także w przypadku branży herbacianej. Na pogorszenie się koniunktury wpłynęły pokryzysowe utrudnienia w handlu światowym. Przejawiły się one np. w dążeniu władz państwowych do ograniczania importu, wobec braku dewiz i utrzymującego się w obrotach z wielu krajami deficytu handlowego i płatniczego. Pewne znaczenie miało też znaczne obniżenie się poziomu życia konsumentów w niebogatym przecież kraju. By wspólnie stawiać czoła nowym warunkom przedsiębiorstwa handlujące herbatą powołały specjalne instytucje: Zrzeszenie Importerów Kawy i Herbaty RP oraz Kompanię Handlu Zamorskiego. Wychodziło to naprzeciw postulatom rządu. W marcu 1939 r. międzyresortowa Rada Handlu Zagranicznego zwołała tzw. konferencję importową. W jej trakcie, obok problemu zakupu surowców, nieco miejsca poświęcono importowi używek. Przyjęto wtedy m.in. zasadę czynienia zakupów w większych partiach, z ominięciem pośrednictwa giełd i kupców zachodnioeuropejskich, tj. wprost w krajach eksportujących herbatę. Pozwalało to oczekiwać niebagatelnych, rzędu kilkunastu procent, oszczędności. Dodatkowo władze liczyły na nawiązanie w ten sposób nowych kontaktów handlowych, pozwalających ulokować na egzotycznych rynkach nieznane tam polskie wyroby przemysłowe.

Okres międzywojenny stanowił "wiek srebrny" kultury herbacianej na ziemiach polskich. Mimo wstrząsów spowodowanych powstaniem niepodległego państwa oraz wielkim kryzysem branża osiągnęła stabilizację. Jakość handlu, estetyka opakowań, sklepów i herbaciarń, a także stosunki pracownicze stały na wysokim poziomie. W dużej mierze było to zasługą współpracy w projektowaniu opakowań i reklam znakomitych plastyków. Miała też herbata swoich wpływowych admiratorów. Jak wiadomo, do namiętnych jej wielbicieli należał marsz. Józef Piłsudski, spożywając dziennie wiele filiżanek mocnego naparu. Jego żona Jadwiga często organizowała w Belwederze dla osób współpracujących z Komendantem skromne herbatki. Teinistyczne eksperymenty prowadził Stanisław Ignacy Witkiewicz. W Narkotykach (1931) pisał: "Herbata [...] ma jeszcze [...] olejki lotne, które działają specyficznie. Daje ona więcej «natchnienia» i w pracy umysłowej i w rysunku, gdzie powoduje też większą koordynację oka z ręką".

Wrzesień 1939 oraz okupacja Polski przez Niemcy i ZSRS zadały branży herbacianej bardzo dotkliwy cios. Obok zniszczeń towarów, utraty składów i sklepów przyniosły one niekorzystne przemiany organizacyjno-własnościowe. Na terenach zajętych przez ZSRS nastąpiło stopniowo upaństwowienie zasobów, punktów sprzedaży i gastronomii. Z kolei Niemcy już po kilku tygodniach okupacji objęli sekwestrem całe zapasy herbaty, kawy i kakao, wprowadzając ich reglamentację po cenach urzędowych. W tych warunkach, wobec blokady handlowej III Rzeszy, na kontrolowanym przez władze "rynku" herbaty zaczęło wkrótce brakować. Próżnię zastępowały rozmaite namiastki, np. herbaty ziołowe i owocowe, a także znajdujące się w prywatnych rękach niewielkie zasoby oryginalnej używki, które trafiały do nielegalnego obrotu.
Podczas okupacji herbaciarnie, kawiarnie i cukiernie stawały się miejscem zarobku ludzi, którzy utracili możliwości wykonywania swych zawodów (np. aktorów, sportowców). Odbywały się w nich koncerty, spotykali się tam nie tylko luminarze kultury. Lokale gastronomiczne były ważnymi ośrodkami działalności konspiracyjnej - punktami kontaktowymi polityków i żołnierzy państwa podziemnego, miejscami przechowywania i kolportażu nielegalnej prasy itp.

Rok 1944 przyniósł powstanie Polski Ludowej. W pierwszych latach władze tolerowały jeszcze istnienie prywatnych firm, które zdołały odrodzić się po wojennej pożodze, zniszczeniach materialnych i przesiedleniach ludności. Przez pewien czas działały też mieszczące się nieraz w ruinach herbaciarnie. Jednak już w 1947 r. wraz z przyjęciem kursu na upaństwowienie całości gospodarki rozpoczęła się tzw. bitwa o handel, która zniszczyła też prywatny obrót herbatą. Odtąd import przejęły przedsiębiorstwa państwowe. Zakupy zagraniczne prowadziły centrale handlu zagranicznego "Dalspo", "Rolimpex" i "Agros". Dystrybucja leżała w gestii monopolistów: Przedsiębiorstwa Obrotu Surowcami i Towarami Importowanymi (POSTI) oraz Przedsiębiorstwa Hurtu Spożywczego. Na mniejszą skalę sprzedaż herbaty prowadziły tzw. przedsiębiorstwa eksportu wewnętrznego, jak "Pekao", "Pewex" i "Baltona", które za dewizy i "bony towarowe" oferowały produkty zagraniczne.
sWejście Polski w skład bloku komunistycznego spowodowało reorientację więzi handlowych, lecz w przypadku branży herbacianej nie miało tak zbyt wielkiego znaczenia. Stało się tak ponieważ główni eksporterzy herbaty - Chiny oraz Indie - zajmowali stanowisko przychylne PRL. Zresztą i sam Związek Sowiecki dysponował plantacjami herbaty (Kaukaz!). Dlatego prócz okresów nasilenia się niedoborów - jak np. "kryzysowe" dla aprowizacji lata 1981-83 - podaż była na ogół wystarczająca. Wiele do życzenia pozostawiała natomiast jakość. Poza wczesną epoką Edwarda Gierka brakowało herbat gatunków lepszych i luksusowych, a estetyka opakowań zwykle grzeszyła siermiężnością.

430
Na herbacianym szlaku / Historia herbaty w Polsce
« dnia: 02 Wrzesień, 2009, 00:23:59 am »
Zapraszam do bardzo wartościowego artykułu autorstwa Szanownego Pana Kordiana Tarasiewicza, na temat historii herbaty w Polsce, który ukazał się w czasopiśmie historycznym Mówią Wieki.


Pochodzący ze starożytnych Chin napój, zaparzany z suszonych liści krzewu Camelia sinensis, stał się znany w Europie na początku XVII wieku. Jako pierwsi skosztowali go Holendrzy w 1610 roku. Kilkanaście lat później zainteresowali się nim Francuzi, a po 1657 roku także Anglicy. Istotny wzrost spożycia herbaty zanotowano w latach dwudziestych XVIII wieku, a wynikał on w dużej mierze ze zwyżki cen zboża (zwłaszcza na Wyspach Brytyjskich), a tym samym alkoholu. Herbata stała się rychło najpopularniejszą używką w Europie, bywając nawet pretekstem konfliktów politycznych (słynne "Boston Tea Party" z 1773 roku poprzedzające wybuch wojny o niepodległość kolonii brytyjskich w Ameryce). W pierwszej połowie XIX stulecia w Wielkiej Brytanii nastąpił wzrost konsumpcji o 40 000%! A że angielski styl życia naśladowano w wielu częściach Starego Kontynentu wkrótce także na ziemiach polskich herbata rozpoczęła swój triumfalny pochód.

Przeciw waporom i przytłumieniom

Najstarsze polskie wzmianki o herbacie pochodzą z drugiej połowy XVII w. W 1662 r. Jan Kazimierz Waza prosił w liście swą małżonkę Marię Ludwikę, by ta zechciała napisać do Francji z pytaniem "ile należy wziąć herbaty i ile cukru dla tych, co chcą jej używać". Wiadomo, że osobisty sekretarz królowej Pierre des Noyers, miłośnik innych używek - a to kawy i czekolady, zwykł był pijać po obiedzie herbatę "złodzoną", wprawiając się tym w dobry nastrój. Współczesny poeta Wespazjan Kochowski pisał o niej, omawiając znane w Polsce zioła: "Przeważa duszka dość z słodkiej drzewiny; Cenę jej czyniąc, że to towar z Chiny; Cóż może być ciężej; Gdy mię tem ciemięży [...]". W 1703 r. rektor Akademii Zamoyskiej ks. T. Ormiński wywodził w "Kalendarzu Polskim i Ruskim": "A liście Thee co sprawują? Z Japońskich i Chińskich krajów te ziele do nas przywiezione te ma mieć przymioty: wapory [zamroczenia], przytłumienia i sen odejmują tak, iż kto go używa, może kilka dni i nocy bez snu wytrwać. Przeto kupcy włoscy i niderlandzcy, gdy mają wiele pisać listów [...] zioła Thee używają i tak przez wiele nocy pijąc pracować mogą, bez fatygi. Żołądkowi słabemu pomaga i od letargu broni. Przeciw podagrze i kamieniu służy. Można to ziele utrzeć na proch i tak w kieliszku wody ciepłej zawarzywszy pić, albo we wrzącą wodę listki wrzucić i potem cukrowawszy ciepło, gdy przestygnie, pić". Dobroczynny wpływ herbaty na schorzenia przewodu pokarmowego podnosiły też podręczniki medyczne. Dowodzi tego poniekąd i sama polska nazwa używki, urobiona od łacińskiego słowa herba - ziele, zioło.

Od połowy XVIII stulecia liczba wzmianek na temat nowych napojów, w tym herbaty, narasta lawinowo. W słynnych Nowych Atenach albo Akademii wszelkiej sciencji pełnej... (1755) ks. Benedykt Chmielowski wywodził: "The, którą u nas Herba The zowią, jest Drzewo Japońskie, Chińskie [...]. Posadziwszy go, aż do lat 3 wypuszcza z siebie listki, które w Maju i Kwietniu zbierają, kiedy najbardziej soczyste i żółte. [...] Skutki tego ziela: że głowy letkość sprawuje, grube humory tłumi, żołądek posila, od kamienia prezerwuje i nań leczy, głowy ból uśmierza, torsje uspokaja i ociężałość oddala, krew zastanawia, na wrzody leczy". Z kolei Na Marcin Matuszewicz zanotował w tymże roku w diariuszu: "Przed sejmikiem wszyscy urzędnicy województwa do stancji mojej [przyszli] dla zabawienia nas, gdzie jedni wódkę gdańską, a drudzy herbatę pili". Na ową zamienność zwracał uwagę autor anonimowego listu do redakcji krzewiącego oświeceniowe mody "Monitora" pisał w 1774 r.: "Na toć Monitor mocno piórem wali; Byśmy w opilstwie bardzo nie wierzgali; Ale się wzięli do kawy, do czaje; Jeśli mieć chcemy dobre obyczaje".
Lecz z drugiej strony pisarz i szambelan Stanisława Augusta Poniatowskiego Stanisław Trembecki zaliczał herbatę do produktów "bardzo podejrzanych" obok... krwi bydlęcej, kawioru, ikry, łososi, sera, zsiadłego mleka, słodkich jabłek, żab, węży, ślimaków i wina! Nie był on w ostrożności odosobniony. Znakomity botanik ks. Krzysztof Kluk w Dykcjonarzu roślinnym (1786) stwierdzał: "Thea Bora, Thea Viridis [...] liście tych dwojga krzewów ususzone parzą się, jak wiadomo, wodą, i ta woda zażywa się imieniem herbaty [...]", lecz "gdyby Chiny wszystkie swoje trucizny przesłały, nie mogłyby nam tyle zaszkodzić, ile swoją herbatą. Może to być, że w jakim przypadku jest użyteczna, ale częste użycie owej ciepłej wody osłabia nerwy i naczynia do strawienia służące". Konkludował zaś: "Dzieciom i młodym osobom zawsze szkodliwa". Były to przejawy charakterystycznej dla większości ówczesnych Polaków nieufności względem chińskiego napoju, traktowanego głównie jako zioło lub zgoła lekarstwo.

W tej sytuacji herbata zdecydowanie przegrywała z kawą wyścig do łask konsumentów. Jak wspominał sumienny obserwator Jędrzej Kitowicz: "herbatę, jako sprawującą suchoty i oziębiającą żołądek, wcale zarzucono: policzono ją w liczbę lekarstw przeciw gorączce i do wypłukania gardła po ejekcjach [wymiotach], mianowicie z gwałtownego pijaństwa pochodzących". Koresponduje z tym wyznanie "księcia poetów", bp. Ignacego Krasickiego, nawiasem mówiąc tłumacza chińskiego traktatu o herbacie, napisanego przez cesarza Kien-Longa: "W południe się budzę, cięży głowa jak ołów, krztuszę się i nudzę [mam nudności], jejmość radzi herbatę, lecz to trunek mdlący". Opinia ta utrzymywała się jeszcze niekiedy w następnym stuleciu. Henryk Rzewuski w Listopadzie (1848) pisał o zażywaniu herbaty "tak tęgiej, że ją można było zrazu wziąć za wino królewskie [...] tylko po wielkim przepiciu i to dwie szczypty z szafranem zmieszanej, rozgotowane w trzech kwartach [ok. 3 l] wody".

Szambelan ostatniego króla Jan Duklan Ochocki w Pamiętnikach (1857) podaje ilość ówczesnego spożycia. Odnotował oto, że niegdyś kupił w Warszawie dla przebywającego na wsi ojca osiem łutów (ok. 100 g) używki. Zauważał też, że choć w dawnej stolicy "podówczas już były herbaty tańcujące [przyjęcia taneczne] i dawano ten napój na wieczorach, na prowincji ledwie tego ziółka w chorobach zażywano". Zaś u prymasa Michała Poniatowskiego "na tak zwanych Cosette [pogawędkach] co piątek od godziny dziewiątej do jedenastej trwających, na które mnóstwo osób, osobliwie dam się zjeżdżało [...] oprócz herbaty dawano lody, cukry i wina, które więcej miały amatorów od chińskiego napoju". Wydaje się że było to w dużej mierze z efektem nieumiejętności przyrządzania smacznego napoju oraz dominacją herbaty zielonej, pijanej powszechnie na Wyspach Brytyjskich, lecz u nas do dziś znacznie mniej popularnej. Import herbaty utrzymywał się na niewielkim poziomie. Np. w okresie 1751-1789 jej przywóz do Gdańska spadł o 30%, do poziomu 40 tys. funtów rocznie. W tym czasie import kawy przez ten port wzrósł trzy-czterokrotnie. Jednym z powodów owego stanu była znaczenie większa popularność w Prusach właśnie tego drugiego napitku.

Papuniu kup samowar!

Sytuacja zaczęła się zmieniać z początkiem XIX w. Dostanie się większości terytorium Rzeczypospolitej pod panowanie Rosji sprawiło, iż także stamtąd zaczęły docierać do nasze ziemie wzorce kulinarne. Krzewili je urzędnicy, wojskowi i rodziny zaborców. W dworach i pałacach na wystawnych przyjęciach zaczęły pojawiać się bufety z "herbatą i cukrami". Lecz jeszcze w latach dwudziestych do Królestwa Polskiego wwożono herbaty (zapewne przy nieco wyższej cenie) przypuszczalnie około dziesięciokrotnie mniej niż jej konkurentki. Podejmowanie gości "herbatkami" odbierane było przy tym nieraz jako przejaw skąpstwa. Mimo to, herbata pojawiała się i na poczęstunkach ślubnych, u mniej zamożnych zastępując węgrzyna i szampana. W 1830 r. w warszawskim pałacu Stanisława Kostki Zamoyskiego herbata wydana na sto osób kosztowała 740 zł i 8 gr. Obiad kosztowałby cztery razy więcej.
Nastanie nowej, porozbiorowej rzeczywistości spowodowało zmianę tras importu herbaty. O ile do tej pory sprowadzono ją przede wszystkim morzem z Indii via Anglia i Holandia, to od początku epoki zaborów coraz większe znaczenie zaczął zyskiwać import z Chin - często lądowy, właśnie przez terytorium Rosji, od czego pochodziła nazwa "herbata karawanowa". Proces ten zaznaczył się zwłaszcza od lat trzydziestych XIX stulecia. Wilnianin Stanisław Jundziłł zapisał w poradniku Botanika stosowana, czyli wiadomości o właściwościach i życiu roślin (1799): "handel rosyjski dostarczy nam herbaty chińskiej lądem, który niepomiernie lepsza jest od tej, co na okrętach przychodzi". Wynikało to z nieodpowiednich warunków transportu morskiego, powodujących zawilgocenie cennego ładunku, a także z czasu trwania podróży na ziemie polskie. Radykalną zmianę przyniosło dopiero ukończenie w 1869 r. budowy Kanału Sueskiego, co wydatnie skróciło szlaki przewozowe i pozwoliło firmom z Londynu, Amsterdamu, Rotterdamu i Hamburga nawiązać skuteczną rywalizację z kupcami rosyjskimi. Galicja zaopatrywała się przez porty niemieckie, a od 1882 r. głównie przez austriackie.

Zmiana poglądu na herbatę znalazła odbicie w literaturze. Duchowny, urzędnik i literat z Nowogródczyzny Placyd Jankowski w dziełku Chaos (1843) stwierdzał: "Herbata wyraża najlepiej myśl naszego wieku. Jest coś omdlałego, blado-żółto-zielonkawego [chodzi o herbatę zieloną]; półsłodkiego, eterycznego! [...] jest to jednym słowem poezja nowoczesna! Ileż wyższości od nudnej, klasycznej kawy!" Z kolei w Ogólnym rysie Encyklopedii dla płci żeńskiej Karola Milewskiego (1840) czytamy: "Ileż w nowych czasach niepowstawano przeciwko używaniu herbaty, jednakże herbata zniewoliła do milczenia swoich przeciwników a wielbiciele przygotowali jej triumf we wszystkich salonach, tak dalece, że dziś żadne porządniejsze zgromadzenie bez niej obejść się nie może". W Obrazach litewskich Ignacego Chodźki (1855) znajdziemy nowelę Samowar, w której padają słowa: "Ach, samowary, papuniu, samowar, czaj, wszak to wszędzie piją herbatę z rana i wieczorem nawet, a my tylko jedni lipowym kwiatem i dziewanną dusić się musimy; papa dalibóg musisz kupić samowar!". W końcu Franciszek Wężyk w zbiorze Na wezwanie herbaty. Poezje (1878) ogłosił wiersz o tym napoju: "Gdy przedtem Polak z wina chorował/ "herba thea" doktór zapisywał śmiały;/ Aptekarz zważył i opieczętował; funtem się obszedł kraj. cały. Kogóż by wzgląd ten do łez poruszył,/ że grosz i zdrowie na to ziółko trwonim,/ Co Chińczyk wypił i znowu wysuszył/ A kacap po nim?"

ciąg dalszy za chwilkę :)

431
Akcesoria / Ceramika japońska
« dnia: 26 Sierpień, 2009, 22:59:15 pm »
z okazji nowej dostawy ręcznie wykonanej ceramiki japońskiej, pragnę rozpocząć mam nadzieję ciekawy wątek dotyczący tych niezwykłych akcesoriów, które świetnie wpisują się w świat herbacianej sztuki. Poniżej kilka fotek, jak prezentują się czarki i inna ceramika japońska w naszych witrynkach.

Czarki są wykonane według ortodoksyjnych metod - bez dodatków sztucznych barwników, sztucznego szkliwa. Wszystko jest ręcznie i naturalnie wykonane, a każdy z tych przedmiotów ma swoją tajemnicę i jest unikalny pod względem kształtu, wizerunku, efektu ułożenia w piecu (prawie na każdym przedmiocie widać z której strony padał cień) itp.


432
Herbaciarnia Czarka na ul. Floriańskiej 13 w Krakowie / Odp: Muzyka w Czarce
« dnia: 26 Sierpień, 2009, 22:30:18 pm »
hehe, no cóż. odręczne i lepiej niech zostanie ona tam gdzie jest :),

tzn lepiej tej muzyki nie wynosić do innych miejsc. Jeśli jednak ktoś bardzo zechce podglądnąć jakiej listy muzyki słuchamy najczęściej - to zapraszam na priv, zwłaszcza te osoby, którym trudno będzie kiedykolwiek do nas fizycznie przybyć.

433
Akcesoria / Odp: Stolik i utensylia do gongfu
« dnia: 26 Sierpień, 2009, 20:02:30 pm »
Co do Gaiwanów -to mieliśmy 5 sztuk na wiosnę na Floriańskiej. Nie wstawialiśmy ich do internetu, ponieważ było ich mało, choć były przepiękne. Pamiętam że dosyć długo leżały w witrynce, nikt o nie nie pytał, aż tu nagle zjawiła się Pani która podobno powiedziała że długo szukała właśnie takich filiżaneczek z przykrywką na górze :) I Poszły chyba 3 albo 4 naraz.

Odnośnie zestawu do Gongfu - obecnie mamy taki jeden zestaw, z tym że stolik jest miniaturowy (ale też z glinki Yixing). Nie widać go, gdyż jest schowany. Ten o którym była mowa powyżej (jasny z allegro) też kiedyś kupiłem dla celów dydaktyczno wewnętrznych. Nie jest on na sprzedaż, gdyż rzeczy o takiej jakości nie mamy zamiaru nikomu sprzedawać.

Stolik do gongfu pojawi się u nas na pewno, ale najwcześniej pod koniec września.

Za 2-3 tygodnie spodziewamy się kolejnego transportu, gdzie kilka Gaiwanów mam nadzieję przybędzie.

Z takich też ciekawych rzeczy to mamy wielką ilość czarek japońskich ręcznie wykonanych przez niezwykłego artystę ceramiki japońskiej. Prawie każda jest inna, stąd zastanawiamy się jak poradzić sobie z ich przedstawieniem :) Może kilka powtarzalnych umieścimy w sklepie.

434
Fajnie, dzięki za wszystkie propozycje. Niebawem oprócz pokazów yerba mate, japońskiej ceremonii - zaplanowane jest również Gongfu, oraz będzie wyznaczona konkretna godzina w tygodniu gdzie będzie można przyjść na nieustanną degustację i opowieści o różnych herbatach.

Zastanawiamy się teraz nad terminem, aby dla wielu osób był to termin realny. Może będzie to wtorek, czwartek ale jeszcze nie wiemy.

435
Wszystko o sklepie eherbata.pl / Odp: Opinie na temat sklepu
« dnia: 26 Sierpień, 2009, 16:27:01 pm »
Niebawem planujemy uruchomić klub miłośników herbaty i w nim będą dostępne różne propozycje oryginalnych i ciekawych herbat.

Celem klubu będzie stworzenie możliwości do rozwoju herbacianych pasji, przez jego uczestników.

Strony: 1 ... 27 28 [29] 30 31